Początek Zamieszania
Kolejne dwa dni, pamiętam jak przez mgłę. Czarne zamazane obrazy, pomieszane dźwięki. Czułam jakby rany się goiły i zrastały. W ustach został mi posmak popcorn'u i ciasta bezowego... dziwne połączenie. Zastanawiałam się nad tym co się stało. Czy żyłam czy nie? Może byłam w szpitalu, a może w drodze do nieba? Może to tylko był sen?- Teraz wiem, że nie, zapewne tak jak ty, droga ja z przyszłości. Zastanawiałam się też nad tym co to była za wioska. Mile od miast i sklepów w stylu antycznym. Czy jakiś milioner zapłacił dużo pieniędzy za tak monumentalną... wioskę wypoczynkową? Nie mam pojęcia. No i ostatnie. Do kogo należały tamte głosy. Przypomniałam sobie co mówił jeden z nich. ,,Ona jest za stara" Dziwne... Czy ten milion... nie to nie ma sensu. Kim niezwykłym byłam, albo mogłabym być gdybym była młodsza? Pytań było zbyt wiele. Mój umysł był zamroczony. Zasypiałam.
***
Lekko otworzyłam oczy. Znajdowałam się w małym pomieszczeniu. Koło szpitalnego łóżka stało krzesło. Przyglądając się mu stwierdziłam, że ktoś na nim siedzi. Teraz widok zaczął łapać ostrość. Była to dziewczyna, wyglądała na moją rówieśniczkę. Miała długie, czarne, włosy i wspaniałe loki. Jej niesamowicie złote oczy wydawały się świecić. Długie czarne rzęsy i czerwone usta. Lekko zadarty nos pięknie komponował się do całości. Poczułam ukłucie zazdrości. Do tego miała dość ciemną karnację. Tamta uśmiechnęła się.
-No myślę, że to jest najwyższy czas, abyś się obudziła! Leżysz tu już dwa dni!- Ja dwa dni... Interesujące. Wcale się tak nie czułam.
-No właśnie, gdzie moje maniery!- stuknęła się w głowę.- Mam na imię Sierra. Wstawaj nie możesz stracić kolejnego dnia!
-Mogę wiedzieć gdzie jestem- zapytałam
-Możesz mi najpierw powiedzieć jak się nazywasz, a potem wszystko Ci pokażę. Wstawaj- odparła i podała mi rękę. Wstałam i zobaczyłam, że na stoliku stoi zwinięta skóra. Wzięłam ją.
Kiedy wyszłyśmy na dwór Sierra rozejrzała się, a jej wzrok spoczął na zawiniątku.
-O Boże już masz trofeum! Ja musiałam czekać cały rok, aż zabiłam potwora! No dobra zaraz zaprowadzę Cię do domu Hermesa... musisz się ogarnąć.
-Jakie trofeum, czekaj o co chodzi z domem Hermesa?- nie rozumiałam do końca co się dzieje.
-Dobrze. Może najpierw się przedstawmy. Jestem Sierra Couple i jestem córką Hekate. Umiem zmieniać wygląd i te sprawy. Mam czternaście lat. Teraz ty!- powiedziała podekscytowana. Nie wydaje mi się, aby córka bogini Hekate miała zachowywać się w ten sposób, ale... Boże kochany córka Hekate?!
-Boże o co Ci chodzi jak to? Czemu uważasz, że jesteś córką bogini?
-Bo każdy z nas tak ma! Zobacz widzisz te blondynki z książkami?- zapytała wskazując na grupę czytających dziewcząt- to są córki Ateny. O! Widzisz tych pucułowatych chłopaków? Oni są od Aresa, a oni- jej palec zatrzymał się na grupie blondynów grających w kosza- to synowie Apolla. Oni są tacy słodcy! Wszyscy pięknie śpiewają, a Sam najlepiej... eh- dziewczyna wlepiła wzrok w domniemanego Sam'a. Szczerze mówiąc nigdy nie interesowali mnie chłopcy, ale zniosę jakoś chwilę wzdychania tej dziewczyny. W końcu spojrzała na mnie i lekko zachichotała.
-Nazywam się Nesty Evangeline i jestem w twoim wieku- wypaliłam.
-O boże, boże, matko najświętsza jesteś NIEUZNANA!!!- wydarła się, a wszyscy skierowali spojrzenia w naszym kierunku. Zwykle byłam raczej typem samotnika, raczej nie z wyboru... więc w tej chwili miałam ochotę schować się pod stół. Na szczęście po chwili wszyscy wrócili do swoich zajęć.
-No dobra lecimy do twojego domku... tymczasowego. Nie wiem czy zostaniesz tam na stałe, chociaż... dzieci Hermesa nie wyglądają jakoś specjalnie- dzięki, wiesz miło. Chociaż w sumie to miała rację. Poszłam za nią. Po drodze mijaliśmy wiele miejsc. Zatrzymałyśmy się chwilę na polu truskawek. Zapach owoców napełniał mój nos. Bodźce były niesamowicie silne. Było gorąco, wszystko pachniało niesamowicie i wyglądało jeszcze lepiej. Czy znalazłam się w raju? Wreszcie doszłyśmy na miejsce. Powiem szczerz, że byłam z lekka rozczarowana. Jeden z domków był ze złota, inny ze srebra, kolejny był niesamowicie niebieski, pełen muszli i rozgwiazd, inny cały porośnięty roślinnością, a to... wyglądało jak stary domek letniskowy... nieważne. Kto wie ile tu zostanę? Powiem szczerze, że jestem chyba nazbyt łatwowierna. Kilka osób powiedziało mi, że bogowie Greccy istnieją, a ja jestem ich dzieckiem i od razu wierzę. Z resztą, co innego mi zostało? Matka wywaliła mnie z domu, ojciec umarł. Może to urocze miejsce nie jest aż tak złe? Sierra otworzyła drzwi i weszłam w sam środek bitwy na poduszki. Dostałam w głowę. Obróciłam się w stronę miejsca, z którego padł cios. Dziewczynka ,która miała... nie wiem z dziewięć lat, uśmiechnęła się figlarnie i schowała się za łóżkiem. Westchnęłam ciężko i udałam się w stronę pustego łóżka. Koleżanka pomachała mi i wyszła. Na łóżku leżała pomarańczowa koszulka. Złapałam ją i ruszyłam w stronę łazienki. Czyli czas się ogarnąć i rozpakować...
-Mogę wiedzieć gdzie jestem- zapytałam
-Możesz mi najpierw powiedzieć jak się nazywasz, a potem wszystko Ci pokażę. Wstawaj- odparła i podała mi rękę. Wstałam i zobaczyłam, że na stoliku stoi zwinięta skóra. Wzięłam ją.
Kiedy wyszłyśmy na dwór Sierra rozejrzała się, a jej wzrok spoczął na zawiniątku.
-O Boże już masz trofeum! Ja musiałam czekać cały rok, aż zabiłam potwora! No dobra zaraz zaprowadzę Cię do domu Hermesa... musisz się ogarnąć.
-Jakie trofeum, czekaj o co chodzi z domem Hermesa?- nie rozumiałam do końca co się dzieje.
-Dobrze. Może najpierw się przedstawmy. Jestem Sierra Couple i jestem córką Hekate. Umiem zmieniać wygląd i te sprawy. Mam czternaście lat. Teraz ty!- powiedziała podekscytowana. Nie wydaje mi się, aby córka bogini Hekate miała zachowywać się w ten sposób, ale... Boże kochany córka Hekate?!
-Boże o co Ci chodzi jak to? Czemu uważasz, że jesteś córką bogini?
-Bo każdy z nas tak ma! Zobacz widzisz te blondynki z książkami?- zapytała wskazując na grupę czytających dziewcząt- to są córki Ateny. O! Widzisz tych pucułowatych chłopaków? Oni są od Aresa, a oni- jej palec zatrzymał się na grupie blondynów grających w kosza- to synowie Apolla. Oni są tacy słodcy! Wszyscy pięknie śpiewają, a Sam najlepiej... eh- dziewczyna wlepiła wzrok w domniemanego Sam'a. Szczerze mówiąc nigdy nie interesowali mnie chłopcy, ale zniosę jakoś chwilę wzdychania tej dziewczyny. W końcu spojrzała na mnie i lekko zachichotała.
-Nazywam się Nesty Evangeline i jestem w twoim wieku- wypaliłam.
-O boże, boże, matko najświętsza jesteś NIEUZNANA!!!- wydarła się, a wszyscy skierowali spojrzenia w naszym kierunku. Zwykle byłam raczej typem samotnika, raczej nie z wyboru... więc w tej chwili miałam ochotę schować się pod stół. Na szczęście po chwili wszyscy wrócili do swoich zajęć.
-No dobra lecimy do twojego domku... tymczasowego. Nie wiem czy zostaniesz tam na stałe, chociaż... dzieci Hermesa nie wyglądają jakoś specjalnie- dzięki, wiesz miło. Chociaż w sumie to miała rację. Poszłam za nią. Po drodze mijaliśmy wiele miejsc. Zatrzymałyśmy się chwilę na polu truskawek. Zapach owoców napełniał mój nos. Bodźce były niesamowicie silne. Było gorąco, wszystko pachniało niesamowicie i wyglądało jeszcze lepiej. Czy znalazłam się w raju? Wreszcie doszłyśmy na miejsce. Powiem szczerz, że byłam z lekka rozczarowana. Jeden z domków był ze złota, inny ze srebra, kolejny był niesamowicie niebieski, pełen muszli i rozgwiazd, inny cały porośnięty roślinnością, a to... wyglądało jak stary domek letniskowy... nieważne. Kto wie ile tu zostanę? Powiem szczerze, że jestem chyba nazbyt łatwowierna. Kilka osób powiedziało mi, że bogowie Greccy istnieją, a ja jestem ich dzieckiem i od razu wierzę. Z resztą, co innego mi zostało? Matka wywaliła mnie z domu, ojciec umarł. Może to urocze miejsce nie jest aż tak złe? Sierra otworzyła drzwi i weszłam w sam środek bitwy na poduszki. Dostałam w głowę. Obróciłam się w stronę miejsca, z którego padł cios. Dziewczynka ,która miała... nie wiem z dziewięć lat, uśmiechnęła się figlarnie i schowała się za łóżkiem. Westchnęłam ciężko i udałam się w stronę pustego łóżka. Koleżanka pomachała mi i wyszła. Na łóżku leżała pomarańczowa koszulka. Złapałam ją i ruszyłam w stronę łazienki. Czyli czas się ogarnąć i rozpakować...
***
Nadszedł czas na kolację... czy mam Ci to opisywać... wątpię. Może powiem tylko, że niezmiernie zachwyciłam się tym ,że mogę jeść co chcę. Najbardziej zaniepokoiła mnie konieczność złożenia ofiary bogom w podzięce za szczęśliwy dzień, życie i to, że jesteśmy uznani, cokolwiek to znaczy. W sensie ty już wiesz tak jak ja... uch to nie ma sensu. Może twoje dzieci nie będą wiedzieć to im to przekażesz. Cała chorda dzieciaków ruszyła w kierunku miejsca przeznaczonego na ognisko. Niesiona przez tłum nie miałam wyboru i musiałam dać prowadzić się tamtędy.
W tłumie zostałam dostrzeżona przez Sierrę. Widziałam, że się przebrała. Miała na sobie taką samą jak ja, pomarańczową koszulkę i legginsy Galaxy. Ciekawe połączenie.
-Słuchaj usiądź po lewej ode mnie to kogoś Ci przedstawię
-Nie ma sprawy... - Mulatka uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za sobą.
leginsy Galaxy? z kimś mi się to kojarzy xdxd
OdpowiedzUsuńdo tego pomarańczowa bluzka....
coraz więcej podobieństw, Bianca
Jestem inspiracją?
Odpowiedź: Nie xdxd