Jak się tu znalazłam?
Trudno, jest pisać o dawnych czasach, ogółem- o przeszłości. Trzeba przypomnieć sobie błędy i porażki. Odgrzebać schowane tajemnice i sekrety, bez względu na to jakie były. Nie powinno się pisać zmienionej prawdy. Jeżeli zamierza się pisać o tym co minęło, trzeba ponieść wszelkie konsekwencje swojego czynu. Jak w życiu. Nie wiem nawet po co to robię. Po co rozpamiętywać porażki? Po co myśleć o potyczkach, kiedy można biec dalej? Dobra koniec tej filozofii, bo raczej to mnie nie zainteresuje za jakieś... dziesięć lat? No powiedzmy, że tak.
***
Biegłam przez las. Poranna rosa skapywała z liści na moją głowę. Ostry zapach wilgotnej ziemi gwałtownie wdzierał mi się do nosa. Byłam podrapana i brudna. Postrzępione ciuchy, ubłocone po kolana nogi, skołtunione włosy. Przepocona i zniszczona, a jednak nie zatrzymywałam się. Czułam oddechy na karku, ciche szepty i dziwne dźwięki. Nie wiedziałam czy to przez strach czy szaleństwo? Może po prostu to prawda? Nie, mój nadzwyczaj, w tamtym okresie, śmiertelny mózg nie umiał tego przyswoić. Boże opanuj się! Potwory nie istnieją! Nie przeszkadzało to jednak wielkiemu wilkołakowi biegnącemu za mną. Czemu mi to robił? Przecież nie istniał, tak samo jak głęboka rana przecinając moje przedramię. Ból był silny... zbyt silny, na kontynuowanie biegu, ale ja kontynuowałam. Chęć przeżycia była zbyt silna by zważać na kolkę, coraz płytszy oddech i niepohamowaną potrzebę odpoczynku. Moja przeszłość mogła mi pomóc, a jednak właśnie mnie niszczyła. Czemu wzięłam z domu pistolet, a nie srebrny nożyk do siekania sera?! Wiem to brzmi dziwnie, ale droga ja z przyszłości, pozwól, że wyjaśnię o co mi chodzi, w końcu może zapomniałaś...
***
Stałam w przedpokoju. Martensy, czarna, skórzana kurtka i jeansy. Spojrzałam w lustro. Moje długie włosy nijakiego koloru, zwisały bezwładnie, grzywka zakrywała lewe oko. Otworzyłam plecak. Napój energetyzujący, kanapka, batoniki zbożowe. Bluza skarpetki latarka i telefon. No i ,,Wyżyny Bólu"- moja ulubiona książka. Blada, czarnowłosa kobieta stanęła przede mną.
-Trzymałam Cię zbyt długo... no, ale przecież dwa lata temu byłaś zbyt mała...
-Yygh, wyjaśnij mi o co chodzi! Po czternastu latach, tak po prostu wywalasz mnie z domu! Myślisz, że gadanie o tym, że dwa lata temu nie mogłaś tego zrobić pomogą?!- wyrzuciłam z siebie. W moim głosie słychać było irytację. No ale kto by się dziwił. Ona chciała mnie WYRZUCIĆ!
-Teraz tego nie zrozumiesz. Idź przed siebie, droga sama się pojawi.- Kobieta z czułością pogłaskała mnie po głowie, jednak ja natychmiast odepchnęłam jej dłoń.
-Super, wiele mi to mówi.
-Weź pistolet pewnie Ci się przyda... ćwiczyłaś, i dobrze.- zimne czarne narzędzie, razem z nabojami spoczęło w moim plecaku. I wyszłam w świat, ruszyłam przed siebie, niby zapominając o wojowniczce, która wysłała mnie w nieznane.
-Teraz tego nie zrozumiesz. Idź przed siebie, droga sama się pojawi.- Kobieta z czułością pogłaskała mnie po głowie, jednak ja natychmiast odepchnęłam jej dłoń.
-Super, wiele mi to mówi.
-Weź pistolet pewnie Ci się przyda... ćwiczyłaś, i dobrze.- zimne czarne narzędzie, razem z nabojami spoczęło w moim plecaku. I wyszłam w świat, ruszyłam przed siebie, niby zapominając o wojowniczce, która wysłała mnie w nieznane.
***
Cóż innego zostało mi, jak nie wyciągnięcie pistoletu? Niestety nic. Złapałam za narzędzie, a zimny metal, niemal przywarł do mojej skóry. W duchu dziękowałam sobie za to, że naładowałam go wcześniej. Odbezpieczyłam i wystrzeliłam, a raczej próbowałam. Właśnie w tym momencie broń palna zmieniła się w białą i zamiast prezentu od matki trzymałam w dłoni... sztylet? Może nóż bojowy. Jedyne o czym myślałam teraz to fakt, że mam przed sobą ważącą ze dwieście kilo bestię i jeden sztylet. Ogólnie rzecz biorąc miałam spore szanse na wygraną. To przykre, że umrę jako czternastolatka, ale cóż zdarza się. Tak myślałam... Chociaż patrząc przez pryzmat tego co się wydarzyło nie wiem czy nie lepiej było się poddać. Może droga ja z przyszłości myślisz teraz inaczej, ale przypomnę Ci, że myślałaś kiedyś właśnie tak jak ja teraz.Wracając do tematu, chyba nie potrzebujesz skomplikowanych opisów o tym co robiłam... odpowiedź jest prosta. We wręcz samobójczym akcie rzuciłam się na zwierze. Próbowałam je zranić, ale... no cóż było to trudne. W ogólnym rozrachunku mimo śmierci bestii i tak gorzej wyszłam ja. Najbardziej zadziwiająca była śmierć mojego przeciwnika, bo muszę przyznać, że to nie nóż zadał ostateczny cios, który spowodował śmierć tajemniczej istoty... Czyli jednak opiszę to dokładniej...
***
Jak głupia skoczyłam na stworzenie, jednak nie trafiłam ani w gardło, ani w serce tylko w ramię. Najgorsza możliwa opcja tym właśnie krokiem skazałam się na przegraną, a jednak żyję! Zadziwiające... Rozjuszony stwór zrzucił mnie z siebie i zaczął szarżować w kierunku miejsca mojego upadku. Zachwiałam się, ale udało mi się wstać. Oczywiście biegnący w moją stronę zwierz nie napawał mnie optymizmem i szczególnie nie zachęcał do walki, ale mimo mojemu zdezorientowaniu udało mi się w ostatniej chwili uskoczyć. Wróg uderzył w drzewo, które stało zaraz za mną co dało mi trochę czasu na ucieczkę... nie może na walkę? Myśli kotłowały mi się w głowie atak, ucieczka, atak ucieczka. Tylko co miałam wybrać?! W jaką stronę pójść, jakie drzwi zatrzasnąć?! Moje wcześniej odkryte ADHD dało się we znaki, więc pobiegła do przodu drąc się z niewyjaśnionego powodu. Wbiłam nóż w klatkę piersiową i uwiesiłam się na nim pozostawiając na torsie bestii pręgę. Opadłam na ziemię. Z dwóch stron ciała znajdowały się ramiona zwierzęcia, a nade mną obrzydliwa wilcza twarz... bądź pysk, a raczej mieszanka tych części ciała... Ludzkiej i zwierzęcej. Ta wcześniej wymieniona wykonała nagły zamach i próbowała uderzyć we mnie, jednak w porę przetoczyłam się w lewo i o włos uniknęłam ciosu. Zaczęłam się czołgać przed siebie, tylko, żeby uciec. Wilk stracił na krótko równowagę, ale szybko zreflektował się i przystąpił do działania. Innymi słowy złapał mnie za zadek. Miło, fajnie i przyjemnie... Zaczął szarpać głową, a szkarłatna ciecz oblała jego... twarzopysk? Nie wiem... przepraszam Cię droga ja z przyszłości, ale nie umiem znaleźć lepszego synonimu... najwyżej kup mi odpowiedni słownik, cofnij się w czasie i mi go uroczyście wręcz. Dobra zbyt odbiegam od tematu. Abstrahując powiem, że nie chciałabyś tego widzieć... chociaż zważywszy na bliznę raczej to pamiętasz... szkoda. No już dobra, piszę. Po krótkiej chwili zostałam upuszczona i kopnięta co było bardzo cywilizowanym ruchem jak na kogoś, kto zapewne ma inteligencję podnośnika widłowego. Próbuj wstać. Niezdarnie ruszyłam się z miejsca, jednak wyznam, że stanie z rozerwanymi mięśniami pośladkowymi jest po prostu emmm... niemożliwe... Spojrzałam w lewo. Wolałam nie widzieć swojego końca. No i wedle życzenia zobaczyłam co innego. Bramę... i domy i ludzi! O Boże żywi ludzie. Tak bardzo się podekscytowałam, że zapomniałam o śmierci i moim futrzastym przyjacielu. Kochany wilczek złapał mnie w ramiona i tulił tak mocno, że zaczęłam się dusić. Upuściłam nóż i zaczęłam się żegnać z życiem. Ryk splótł się z odorem i zostałam uderzona w twarz falą smrodu i dźwięku. Wbiłam paznokcie w jego głowę. Proszę, Proszę, błagam Umrzyj! Zejdź z tego świata wyzioń ducha zgiń, ładnie proszę! I co się stało? Wielkie cielsko opadło na mnie i rozprysło się niczym brązowy balon. BUM! I nie ma. Leżałam pod skórą wilka, a ból mnie rozrywał. Traciłam świadomość, obrazy rozmywały się, dźwięki cichły i łączyły się w jedno. W mętliku tego wszystkiego usłyszałam tylko szept
-Zabieramy ją!
-Przecież może nie być jedną z nas. Patrz, jest za stara!
-Zabiła wilkołaka. Nie może być człowiekiem.
-Zabieramy ją!
-Przecież może nie być jedną z nas. Patrz, jest za stara!
-Zabiła wilkołaka. Nie może być człowiekiem.
***
Witajcie, oto prolog do serii opowiadań o obozie herosów. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Bianko! Nie dałam radego tego przeczytać, gdyż czcionka jest zbyt wymyślna. Mam nadzieję, że posłuchasz mojej rady, bo każdy dostałby oczopląsu
OdpowiedzUsuńZrobić ci szablon? Moje oczy płaczą xD
OdpowiedzUsuń